Upalne środowe popołudnie - nic w tej pogodzie nie zapowiadało, że po raz kolejny
przegram życie - a jednak. Wracałam z egzaminu w
rozdartym nastroju: egzamin zdałam (radość), ale przecież zawsze może mi do końca dnia
nie wyjść (smutek) i tego nastroju nie miało prawa nic zepsuć.
Jak zwykle niczego
nie podejrzewałam choć
szczęścia tego dnia było za wiele:
tramwaj podjechał
punktualnie, znalazło się
miejsce siedzące, nawet kolejki w sklepie nie było.
Nieoczekiwane nadeszło dopiero, gdy razem ze mną do windy wsiadł około
60 letni pan, który
ni stąd ni zowąd zadał mi pytanie:
- Co by Pani zrobiła gdybym się Pani teraz oświadczył?
Jak zwykle nie wiedziałam co powiedzieć, może gdybym wtedy odpowiedziała cokolwiek: teraz byłabym na emeryckich przejażdżkach
Jubilatem czy
Wigrami 3 na ogródki działkowe albo co lepsze spacerowałabym po
deptaku krynickim czy uczestniczyła w
dancingach w
Ciechocinku.